piątek, 2 października 2015

Esperal jako metoda leczenia choroby alkoholowej

Esperal jako metoda leczenia choroby alkoholowej


Autor: Renata Borysiak


Esperal wciąż budzi kontrowersje jako metoda leczenia. Zamieszczam poniżej rozważania własne dotyczące disulfiramu. Nie są one dla nikogo wiążące.To moja prywatna opinia.


Esperal- jako jedna z metod leczenia uzależnienia od alkoholu.

Pracuję w ośrodku leczenia uzależnień. Bardzo często uzależnieni od alkoholu pacjenci pytają o możliwość zaszycia esperalu (disulfiramu). Wydaje im się, że krótki, stosunkowo niedrogi i bezpieczny zabieg pozbawi ich na jakiś czas kłopotu. Tak naprawdę kłopot dopiero się zaczyna. Informuję, że:

Po pierwsze: w Polsce disulfiram jest nieprodukowany od kilku lat (chyba od 2006r.).

Po drugie: nigdy nie leczył-był tylko straszakiem (klient nie pił, bo bał się, że umrze).

Po trzecie: nie powoduje,że się nie chce pić.

Po czwarte: gdy się skończył czas działania chory pił od nowa często we większych ilościach.

Po piąte: nie działał rok,a tylko kilka miesięcy.

Po szóste: disulfiram w połączeniu z alkoholem może tworzyć mieszankę wybuchową.

Po siódme: utwierdza w mechanizmach choroby (klient twierdzi,że nie jest alkoholikiem bo przecież potrafi nie pić przez rok.

Po ósme: tak naprawdę to zostawienie sobie furtki do dalszego picia i rozwoju uzależnienia.

Dlatego pamiętaj, że aby pokonać chorobę konieczne jest skierowanie chorego na terapię uzależnienia, a nie szukanie miejsc, gdzie będzie mógł się zaszyć (nielegalnie). W czasie terapii nauczy się jak radzić sobie w sytuacjach stresujących bez alkoholu i jak na nowo cieszyć się życiem. Nawiąże też nowe kontakty i znajomości, które będą niezbędne w trudnej drodze trzeźwienia. Ci, którym się udało twierdzą, że warto było podjąć trud terapii odwykowej.


Tęcza Kraków

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Terapia uzależnień - co warto wiedzieć o alkoholizmie

Terapia uzależnień - co warto wiedzieć o alkoholizmie


Autor: Adrian Matuszczyk


Alkoholizm - choroba ta, na pewno przeraża każdego z nas. Artykuł ten ma nam pomóc zrozumieć chorych, rozpoznać granicę, pomóc nam samym nie popaść w ten ciężki nałóg.


Po alkohol sięga ponad 90% społeczeństwa, czy to z nudów, czy dla towarzystwa, czy dla smaku, czy dla „utopienia smutków”, czy też dlatego, że sam lekarz poradził wypić kieliszeczek na poprawę ciśnienia. Jednak istnieje pewna granica, jak ją rozpoznać?

By dobrze odpowiedzieć na to pytanie, musimy sobie najpierw zdać sprawę z tego, czym tak naprawdę jest alkohol. Otóż, alkohol to używka, co gorsza – to trucizna dla naszego organizmu, z czego nieliczni tylko zdają sobie tak naprawdę sprawę. Alkohol (etanol) to bezbarwna ciecz, którą otrzymuje się poprzez fermentację cukrów. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że etanol jest trucizną. Jeśli go przedawkujemy wywoła on silne objawy zatrucia, a nawet śmierć! Problemem jest to, że mało ludzi pije „z umiarem”, a prócz mocy trującej, jaką ma alkohol, to uzależnia on także psychicznie i fizycznie i to w sposób, którego nie jesteśmy w stanie zauważyć.

Picie „z umiarem”, nie zabezpieczy nas przed popadnięciem w nałóg. Alkohol powoduje odurzenie. Czujemy się odprężeni, mniej zmęczeni, nasza psychika uwalnia nas od problemów, które siedzą w naszej głowie, mamy lepszy humor, dowcip staje się ostrzejszy, nabieramy odwagi. Upojenie alkoholowe możemy nazwać sztuczną protezą dobrego nastroju... - Tylko do pewnego czasu, na dalszych etapach choroby, zamiast wprowadzania nas w dobry humor, alkohol wywołuje depresję i lęki...

Będziemy sięgać po alkohol coraz częściej, by poczuć się „lekko” i zapomnieć o problemach, niestety one zaczną narastać... i tak właśnie przekraczamy pierwszy próg uzależnienia.

Na czym polega kontrola picia, bo oto pewnie każdy zapyta, po przeczytaniu artykułu...

Kontrola picia, to możliwość wypicia dowolnej ilości alkoholu, chodzi o to, że w każdej chwili możemy wypić kieliszek, dwa, dziesięć, dwie butelki lub nie pić wcale, ale musi to zależeć ode nas i od naszej woli – niczego innego!

Jeśli jednak za każdym razem wypijacie więcej niż planowałem, to macie namacalny już dowód, iż nie panujecie nas swoim postępowaniem, zaczyna nad nim panować alkohol.

Zastanawiając się nad problemem związanym z alkoholizmem, czy w dalszym etapie leczenie alkoholików, warto zapoznać się z pewnymi określeniami, które nieodłącznie wiążą się z chorobą alkoholową.

Co to jest kac? Każdy kto za dużo wypił, doskonale wie, co to słowo oznacza. Gdy cały nasz organizm choruje, serce kołacze, nogi i ręce trzęsą się jak galaretka, a człowiek czuje się rozdrażniony i zdekoncentrowany.

Co to jest klin? Alkoholowy trunek, najlepiej piwo lub kieliszek wódki, lub też piwo z wódką.

W tym momencie, objawy kaca odchodzą.

Osoby, które są uzależnione od alkoholu, nie mogą przecież na drugi dzień nawet myśleć o alkoholu! Jeśli, po „przepiciu” alkohol smakuje i pomaga nam wrócić do „normalności”, także powinniśmy się zastanowić, nad tym, czy przypadkiem nie mamy problemu z alkoholem...

Pamiętajmy! Alkoholizm nie leczony, jest chorobą śmiertelną! Rozpoczyna się jak zwykle – niewinnie, a moment gdy przekraczamy granicę normalnego picia jest niedostrzegany dla osoby mającej problem z alkoholem.


Osoby zastanawiające się nad tym, czy są uzależnione powinny skonsultować się ze specjalistami mającymi doświadczenie w walce z alkoholizmem. Skuteczna terapia uzależnień potrafi zdziałać cuda - pamiętać należy jednak, że w ostatecznym rozrachunku to od nas będzie zależało, czy walka z alkoholizmem zakończy się sukcesem czy porażką.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

List do taty alkoholika

List do taty alkoholika


Autor: Wiola T


Nie jeden z Nas boryka się w życiu z problemem zwanym ,, alkoholizm ,, często dotyka, to dzieci których, rodzice pija, a oni sami ze wstydu nie potrafią sobie z tym poradzić. Stąd mój list do taty.


Pamiętam dobrze swoje dzieciństwo i Ciebie jako mój wzór do naśladowania,jako ideał mężczyzny, który budził szacunek w ludziach,byleś dla mnie kimś wielkim,wartościowym i takiego męża jako nastolatka wyśniłam dla siebie. W tak krótkim czasie tyle się pozmieniało,nie mogę zrozumieć dlaczego pozwoliłeś na, to by alkohol zmienił wszystko. Zobacz, ile wyrządzasz Nam tym bólu i cierpienia i nie tylko niszczysz Siebie, ale także otaczających Cie ludzi i co najważniejsze Swoja rodzinę. Twoja żoną, która po mimo wielu wylanych łez Kocha Cie szczerze i Twoje dzieci. Mogłabym Ci napiąć coś o każdym z nich,ale napisze tylko,ze wszystkim Nam brakuje taty,takiego, który zawsze miał dla Nas czas,z którym zawsze mogliśmy porozmawiać,który zawsze znalazł rozwiązanie z każdej sytuacji,który nigdy Nas nie zawiódł,tak jak wtedy kiedy jeszcze nie piłeś. Wiem,że jesteś z byt mądry, by nie zdawać sobie z tego sprawy,wiem,ze dokładnie widzisz co się dzieje z Tobą i Naszą rodziną i nie rozumiem jak,że możesz na to wszystko spokojnie patrzeć, a co gorsza być tego przyczyną. Zawsze uczyłeś Nas szacunku a dziś sam zapominasz o jego znaczeniu. Obrażasz mamę w dodatku zawsze bezpodstawnie i pozwalasz, żeby słyszały to dzieci,a przecież, skoro Ty nie potrafisz jej szanować jak maja robić to inni?. Tyle wartości Nam w życiu przekazałeś-do tej pory stosuje Twoje rady w życiu,tyle Nas nauczyłeś,nigdy nie zrozumiem jak mogłeś tak łatwo się poddać temu czemuś. Dlaczego nie chcesz Nas usłyszeć? mamy Ci tyle do powiedzenie. Zawsze powtarzałeś,ze najważniejsze w życiu to szanować innych. Niestety, dziś patrze na Ciebie moją resztką szacunku i boje się tego co stanie się, gdy go już zabraknie. Dlatego przemysł moje słowa, choć to trudne i pamiętaj,ze zawsze możesz na mnie liczyć, jeśli tylko zdecydujesz się walczyć..

Twoja córka


http://taktbudowa.blogspot.com

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Kobiety, które kochają za bardzo - przyczyny

Kobiety, które kochają za bardzo - przyczyny


Autor: żuraw


E. Fromm w książce„O sztuce miłości” uważa, że jeśli człowiek potrafi kochać w sposób produktywny, kocha również samego siebie; jeśli potrafi kochać tylko innych, nie potrafi kochać w ogóle.


Dla wielu kobiet miłość oznacza cierpienie i ból. To nic, że związek z mężczyzną narusza ich równowagę emo­cjonalną i integralność osobowości, ich zdrowie i bezpieczeństwo. Krytykują jego zachowanie i postawy, ale też myślą, że dla nich na pewno zechce się zmienić, jeśli tylko będą atrakcyjne i czułe. Wciąż rozgrzeszają go ze złych humorów i przy­krości,, które im sprawia, wybuchów zło­ści, braku czułości i zrozumienia, egoiz­mu, itp. Z przyjaciółmi rozmawiają tylko o nim - o jego myślach, uczuciach, po­trzebach. W skrajnych przypadkach po­zwalają na psychiczne i fizyczne znęcanie się nad nimi. Winą za to obarczają sie­bie. To ich wina, że ten, którego tak ko­chają, jest niezadowolony. Obwiniając siebie o wszystko, nic tracą nadziei: trze­ba jedynie wpaść na to, co się robi „nie tak" i skorygować swoje zachowanie, a on znowu będzie nimi zainteresowany. Przedstawiony tu obraz kochającej kobiety nie ma nic wspólnego z miłością. Jest ra­czej obsesją nazywaną miłością.

Bazą obsesyjnej miłości jest lęk - lęk przed samotnością, lęk przed byciem niekochanym i niedocenianym, lęk przed lekceważeniem, opuszczeniem, a nawet zagładą. Komponentą takiej miłości jest nadzieja, że mężczyzna uśmierzy nasze lęki. Niestety, lęki - a wraz z nimi obsesje - pogłębiają się. W końcu darzenie miło­ścią po to, aby ją otrzymać w zamian, przeistacza się w główną siłę napędową naszego życia. A skoro nasza strategia nie przynosi efektów, próbujemy jeszcze raz, kochamy jeszcze mocniej, i tak za­czynamy kochać za bardzo. W zamian nie dostajemy nic. Spotyka nas coraz większa obojętność i chłód ze strony naszego wy­branego. My jednak - wbrew zdrowemu rozsądkowi - brniemy w ten układ dalej. I to ze świadomością, że takie podporządkowanie drugiemu człowiekowi ruj­nuje nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Wiedząc o destrukcyjności takiego związ­ku, nie potrafimy odejść. Dlaczego tak trudno zostawić nam partnera, który wpędza nas w ten bolesny „taniec"? Ko­chamy za bardzo, ponieważ w ten sposób chcemy pokonać nasze lęki, cier­pienia i napady bezsilnej złości z okresu dzieciństwa.

Kochanie za bardzo nie jest skłonno­ścią przypadkową. Jest wypadkową wy­chowania kobiety w konkretnym społe­czeństwie i konkretnej, toksycznej rodzi­nie. Wszystkie niezdrowe, toksyczne ro­dziny mają jedną cechę wspólną: milcze­nie wynikające z nieumiejętności rozma­wiania i słuchania siebie nawzajem - szczególnie w sprawach najbardziej istot­nych. Mówi się w takiej rodzinie o wszy­stkim, co nieistotne. Natomiast tabu jest temat o nieprawidłowościach jej funkcjo­nowania. W takiej rodzinie wszyscy szty­wno odgrywają swoje role, komunikując się tylko kwestiami tym rolom przypisa­nymi. Nikt nie mówi, co czuje, co myśli, co mu brak. Natomiast wszyscy recytują teksty pasujące do tego, co mówią inni. Emocjonalne kalectwo takiej rodziny rośnie, a każdy z jej członków przestaje wierzyć w siebie. W ten sposób nie wy­kształcają się w nas elementarne narzę­dzia radzenia sobie z życiem, z ludźmi, z sytuacjami – z problemami.


żuraw

www.hamer369.blogspot.com
www.rowerempokraju.blogspot.com
www.hamer.pinger.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Kochanie za bardzo - podstępny nałóg

Kochanie za bardzo - podstępny nałóg


Autor: żuraw


Kiedy miłość staje się nałogiem mającym zrekompensować deficyt uczuć z okresu dzieciństwa, wówczas kochamy drugiego człowieka za bardzo. Jaka jest taka miłość?


Kobiety, które kochają za bardzo, nie potrafią odrzucić człowieka czy ukła­du zagrażającego i szkodliwego dla siebie. Nie potrafią uwzględnić własnego dobra, nie mając możliwości realnej oceny sytua­cji. Kobiety takie nie ufają swoim uczu­ciom, a jeśli już się nimi posługują, to po to, by same siebie oszukiwać. Pozbawione mechanizmów obronnych i umiejętności posługiwania się nimi jak tarczą obronną, wikłają się w niebezpieczne i dramatyczne związki, od których uciekłby normalny człowiek. Ko­bieta płaci za to olbrzymimi kosztami emocjonalnymi. Próbując zerwać toksy­czny związek, odciąć się od źródła niedoli, czuje ból związany ze znanym z lat dzie­cinnych wrażeniem pustki i grozą osamot­nienia. Desperacka chęć życia z mężczyz­ną sprowadza się do dreszczu nadziei na odzyskanie uczuć i aprobaty, których nam w dzieciństwie poskąpiono.

Tak więc kobiety kochające za bardzo unikają mężczyzn, którym zależy na tym, by były szczęśliwe, zadowolone, spokojne i mogły się realizować. Taki spokojny i rozumiejący mężczyzna nie przyprawi o kołatanie serca, ucisku w gardle i skur­czów w żołądku, które kobieta kochająca za bardzo zwykła nazywać miłością. Nie obdarzy tak ożywczym, tak elektryzują­cym dramatem i napięciem. Nie zada fizycznego bólu, nie ukarze za niedoskonałość kobiecej natury.

Kobieta wychowana w zdrowej rodzi­nie nie jest oswojona z walką o zainteresowanie bliskich i związanym z tym cierpie­niem. Jeśli spotka mężczyznę, który sta­nowi dla niej źródło niepokoju, rozczaro­wania, gniewu, zazdrości czy jakiegokol­wiek dyskomfortu psychicznego, uznaje go za kogoś dla siebie niewłaściwego. Ucieka od takiego mężczyzny natychmiast. W mężczyźnie szuka natomiast zrozu­mienia, współdziałania, szczerości, uczci­wości i wzajemnej dbałości. Tylko w ta­kim związku czuje się dobrze, bo taka by­ła jej rodzina z relacjami bliskości i wzajemnej dbałości i troski.

Kochanie za bardzo - choć tak bolesne i rozczarowujące - jest udziałem nie tyl­ko kobiet, ale i mężczyzn. W ten nałóg popadają oni z analogicznych, jak kobie­ty, powodów. Przeważnie jednak emocjo­nalne okaleczenie w dzieciństwie wywołuje u mężczyzn tendencje do chorej mi­łości o innym obrazie, niż w przypadku kobiet. Z powodu współdziałania czynni­ków kulturowych i biologicznych męż­czyźni kompensują swoje emocjonalne kalectwo bardziej bezosobowo i zewnę­trznie, a nie - intymnie. Obsesyjnie zajmują się pracą, sportem lub innym hob­by. W skrajnych przypadkach bywają agresywni w swoich zachowaniach zarówno fizycznie, jak i psychicznie. W ten sposób próbują zwrócić na siebie uwagę bliskich i otoczenia, rekompensując deficyty uczuć z okresu swojego dzieciństwa. Kobiety natomiast rzucają się w związek, często właśnie z emocjonalnym kaleką, z jakże złudnym przekonaniem, że jak się postarają i będą kochać doskonale, to w zamian dostaną to, czego nie dane im było doświadczyć w dzieciństwie – miłość, poczucie bliskości i bezpieczeństwa.

Wszystkim kobietom życzę wolności od nawyku brania na siebie winy i wstydu tych, na których niedojrzałość, nikczemność i okrucieństwo przymykają oczy, by móc ich kochać mimo wszystko oraz pa­mięci o tym, że innych nie można zmie­nić - można zmienić tylko siebie.


http://www.hamer369.blogspot.com

http://www.rowerempokraju.blogspot.com

http://www.hamer.pinger.pl/

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.